|
|
||||||||||||||
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
|
||||||||||||||
|
|
Jak to było w Awangardzie... Później, przy "dzieleniu łupów" Daniel Gałązka z zespołem powiedział do jednej trzeciej; No, ale niestety nie ma zwrotów za naprawy, tylko za benzynę. Zażartował sobie skubany. Ha ha. Ale w drogę powrotna malu wrócił bez ŻADNYCH komplikacji, a Daniela Gałązkę z zespołem złapała policja. Cóż,ale niestety nie ma zwrotów za mandaty...To, czego nie ma za zdjęciach.... Koncert w Awangardzie, to było coś niesamowitego. Nie, nie dlatego, że było jakoś szczególnie pod względem muzycznym. Było szczególnie pod względem turystycznym. Już mówię o co chodzi. Mieliśmy mieć zwrot kosztów dojazdu, więc Daniel Gałązka z jedną trzecią zespołu plus koleżanka i wszystkie gitary jechali samochodem Daniela, a pozostała jedna trzecia jechała świeżo zakupionym pojazdem o pseudonimie malu raz dwa sześć. Był to pojazd bardzo awangardowy, słuchał się myśli własnych i wiatrów stepowych. Czasem także, choć niechętnie, różnego rodzaju majstrów i mechaników. Czasem miał za nic tkwiący w stacyjce kluczyk i do jazdy mogła go nakłonić tylko perswazja pchaniem. Wracając; tym niepospolitym wehikułem podróżowała jedna trzecia zespołu Daniela Gałązki i jeszcze trójka przyjaciół, razem cztery osoby. Droga okazała się trudna. Już w Warce malu stwierdził, że nie ma korka od oleju, więc się zapowietrzył z lekka i zatrzymał. Na szczęście tuż obok był sklep od maluchów, więc ekipa zakupiła trzy takie korki na wypadek, jakby malu chciał jeszcze później wypluć i nie jechać pod tym pretekstem. Kolejny przystanek (z nostalgią patrzę na mapę), miał miejsce w okolicach Skarżyska Kamiennej. Tu w okolicy pan majster naprawił nam aparat zapłonowy przy pomocy kawałka kamyka i pilnika cienkoziarnistego.Później, w Jędrzejowie, malu stwierdził, że co jak co,ale pod górkę,to on już więcej nie chce. Tu przydał się wdzięk naszych pasażerek, które poszły do miejscowego warsztatu i przekonały panów mechaników, którzy już się zbierali do domu (sobota, ok. 15), że reaktywacja malu, to ich życiowa powinność, nieodzowna misja na przestrzeni dziejów. Po kilkudziesięciu minutach malu był jak nowy i nawet jechał całkiem do przodu żwawo. Jak już byliśmy tuż tuż,jedna trzecia zespołu Daniela Gałązki, która prowadziła samochód stwierdziła, że pedał gazu nie reaguje. Zatrzymaliśmy się w szczerym polu, w naszej okolicy pasła się krowa a jej ciekawy wzrok bez przerwy na sobie czuliśmy. Razem z kolegą stanęliśmy nad silnikiem robiąc bardzo poważne miny. Miny były poważne,bo nasza wiedza dotycząca samochodów była (i jest) na poziomie wiedzy o budowie matchboxa. Ale, w pewnym momencie razem wpadliśmy na pomysł, by taką jedną linkę połączyć z "tym takim tym tu". Okazało się, że o to chodziło! Ależ byliśmy z siebie dumni! Jeszcze parę razy się zatrzymywaliśmy, bo nasza konstrukcja spadała i znów nie było gazu, ale już o 17, po dziesięciu godzinach jazdy triumfalnie wjechaliśmy do Krakowa, stolicy Galicji. Daniela Gałązkę z zespołem spotkaliśmy w różowym słoniu, czy czymś, co jest tam po nim. Wszyscy byliśmy we wspaniałych nastrojach, bo to takie przeżycie, które się później dzieciom opowiada, jak to tatuś malu do Krakowa jechał. Gdy już graliśmy koncert, Daniel Gałązka z zespołem zadedykował dzielnej jednej trzeciej zespołu piosenkę "Już jestem spokojny", która od tego dnia nabrała dla mnie nowego znaczenia. |
|||||||||||||
2006 © DGzz :: wykonanie ::